PartnerForLife
Wybierz stronę
Mieszkać przed ślubem razem czy nie?Porady nasze

Ola i Marek znali się od roku, często ze sobą przebywali, spędzali ze sobą długie weekendy. A jednak dopiero po wspólnym zamieszkaniu ze sobą wyszło na jaw, że ona jest rannym skowronkiem i chodzi wcześnie spać, a on woli pospać sobie do południa, a późnym wieczorem długo pracować przy komputerze. Marek je zupę owocową i mleko z płatkami na zimno, a Ola tego rodzaju potrawy serwuje na gorąco. Jej jest często chłodno i przez to zamyka wciąż okno, a jemu jest duszno i co chwilę przewietrza pokój. No i przede wszystkim Marek jest domatorem – w domowym zaciszu oddaje się swojemu hobby albo samotnie uprawia jakiś sport. Ola z kolei jest bardzo towarzyska, lubi spotkania i wyjścia na imprezy, uwielbia tańczyć. Poza tym Marek to spokojny i zrównoważony facet o analitycznym umyśle, a Ola to energiczna kobieta, która lubi działać pod wpływem impulsu – no i konflikty na różnych torach ich wspólnego życia gotowe!
Jak to się stało, że wspomniana para wcześniej nie zauważyła tak oczywistych różnic w ich sposobie życia? Czy lepiej oszczędzić sobie pierwszych niesnasek w małżeństwie i dotrzeć się wzajemnie poprzez wspólne zamieszkanie przed ślubem, czy też może zaufać swojemu przeznaczeniu, pójść na całość i cieszyć się stanem małżeńskim ze wszystkimi jego wadami, zaletami i niespodziankami? No ale przecież wszystkich możliwych sytuacji i tak nie da się sprawdzić przed ślubem…
Dlaczego w ogóle zadajemy sobie takie pytanie, skoro jedni powiedzą, że odpowiedź jest prosta, bo jeśli kochamy drugą osobę i chcemy z nią być na poważnie, no to wcześniej czy później trzeba zobaczyć jak to jest kiedy mieszka się razem, a drudzy słysząc te słowa nie potrafią zająć żadnego stanowiska lub co gorsza zmieniają temat, w nieskończoność przeciągając całą sprawę?
Wspólne mieszkanie to nie tylko zmiana lokum, jest to kolosalna zmiana własnego otoczenia i zachowań. Boimy się nowego, bo każda większa zmiana w naszym życiu budzi w nas lęk przed nieznanym. Mimo wielkiej chęci bycia zawsze razem, przy tego rodzaju kroku naprzód zawsze pojawia się nuta niepewności, odzywa się nasze ego i zastanawiamy się jak to będzie razem we własnych czterech ścianach, jak wiele się zmieni i czy to na pewno musi nastąpić już teraz? Te pytania - dla części osób retoryczne, dla innych wymagają dłuższego zastanowienia i przewartościowania swoich różnego typu przyzwyczajeń.
Różnorodne są przyczyny skłaniające nas do rozważenia decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Może być to pragnienie do zacieśnienia związku – częste u płci pięknej - przejścia na poziom wyżej w relacji między kochającymi się osobami, gdzie kobiety chciałyby mieć partnera przez cały czas dla siebie, towarzyszyć mu we wszystkich aspektach jego życia i w każdej chwili mieć wsparcie na męskim ramieniu.
Ponadto do wspólnego mieszkania może niekiedy skłonić partnerów po prostu ciekawość, a z drugiej strony pewna przezorność. Tego typu osoby obawiają się nietypowych i rzadkich postaci wspólnego pożycia na przykład ukrytych chorób psychicznych, które ujawniają się dopiero po kilku latach małżeństwa, obsesyjnej zazdrości lub uśpionej agresji, które uwalniają się tylko w pewnych sytuacjach życiowych, ciągot do używek i uzależnień, itp.. Zrozumiałym będzie tu fakt, że rzeczywiście warto mieć to na uwadze, ponieważ takie zachowania mają ogromny wpływ na wspólne życie par i samo uczucie nie pomoże partnerom ani uniknąć takich zagrożeń, ani rozwiązać tego typu problemów. Są to złożone uwarunkowania psychiczno-rozwojowe, które mogą egzystować w postaci utajonej, dlatego też ujawnienie się takich objawów wymaga czasu oraz spostrzegawczości. A lepiej wiedzieć to przed ślubem - ze względu na troskę o kochaną osobę - jak też jasne i klarowne postrzeganie się partnerów nawzajem w związku. O pewnych wstydliwych rzeczach trudno komunikować się za pomocą słów, w związku z tym łatwiej poznać pewne prawdy o partnerze poprzez codzienne życie pod wspólnym dachem.
W innym przypadku chcemy zamieszkać ze sobą, ponieważ skłaniają nas do tego warunki ekonomiczno-mieszkaniowe lub jakieś bodźce praktyczne, które zazwyczaj przypadkowo kumulują się w momencie zaistnienia pomysłu na wspólne zamieszkanie. Zdarza się tak w sytuacji, gdy na przykład młodzi ludzie zaczynają studia, zakochują się w sobie, a potem nie chcą już tracić ani minuty na długie dojazdy na drugi koniec miasta do ukochanej osoby. Bywa też i tak, że nawet licealne pary od razu zamieszkują ze sobą od początku studiów i jest to ich pierwszy poważny krok w dorosłość.
A co w takim razie z uwielbiającymi niezależność dotychczasowymi singlami? Decyzję o małżeństwie, jeśli już się na ten krok zdecydują, odkładają w bliżej nieokreśloną przyszłość. A wspólne zamieszkanie? To dla nich szok, bo ich zacisze domowe to twierdza nie do zdobycia. Bronią swojej prywatności i może długo potrwać zanim przekonają się do dzielenia się z partnerem intymną przestrzenią, którą ukrywają czasem nawet przed przyjaciółmi…Zachodzi tu ciekawe zjawisko, ponieważ w przeciwieństwie do osób owładniętych młodzieńczym uczuciem – single - około trzydziestki - cenią sobie życiowy komfort, ale nie jest dla nich problemem przemierzanie długich dystansów. Z racji ugruntowanego zazwyczaj statusu zawodowego, ponad chwile spędzone z drugą ich połową, cenią sobie czas tylko dla siebie, spędzony w swoim własnym mieszkaniu, którego z nikim nie muszą dzielić. Osoby między 30-tym a 40-tym rokiem życia są zazwyczaj zadowolone ze swojej sytuacji ekonomicznej i nie muszą oszczędzać, jednakże mają tendencję do serwowania siebie dla bliskiej im osoby jakby po trochu, w czasie odpowiednim dla nich. Są urodzonymi planistami, umieją dysponować czasem dla siebie i dla innych, często kosztem wspólnego życia. Ale czy warto? Znam takie przypadki, gdzie dwie samotne osoby ze względu na uczucie zamieszkały razem, jednakże po kilku miesiącach powróciły do utrzymywania dwóch osobnych mieszkań, ponieważ nie potrafiły zmienić swoich długoletnich, singlowych przyzwyczajeń.
Odwrotnym zdarzeniem może być sytuacja, kiedy zakochana para zamieszkuje ze sobą razem przed ślubem, jednakże nie mają jeszcze ustalonej daty ślubu. Po jakimś czasie cel, któremu miało służyć w perspektywie wspólne gospodarstwo domowe, staje się odległy, ponieważ para zaczyna nabierać przekonania, że ślub to tylko formalność potwierdzona na papierku, więc po co całe to zamieszanie, skoro i tak mieszkają już razem. Kiedy jest to wspólny pogląd, to nic się nie dzieje. Gorzej jednak, kiedy kobieta mimo wszystko marzy o białej sukni i ceremonii zaślubin, mimo iż zdaje sobie sprawę, że po ślubie nic w ich życiu właściwie się nie zmieni pod względem dopasowania się z partnerem w środowisku domowym. Rozbieżność zdań i planów w tym obszarze może prowadzić do frustracji i odbić się także na przyszłości takiego związku.
Z drugiej strony są również pary, które po podjęciu decyzji o wspólnym zamieszkaniu stwierdzają po pewnym czasie, że sprawdzają się słowa piosenki Natalii Kukulskiej - „im więcej Ciebie tym mniej…”…Nawał wspólnych, wzajemnych obowiązków jak gotowanie, sprzątanie, zakupy, rachunki a także osobne spędzanie czasu, hobby, szkolenia, kursy, pogaduchy ze znajomymi i przede wszystkim praca zawodowa powodują, że pozornie wiele daną parę łączy w domu, ale czasu pozostaje im tylko kilkanaście minut wieczorem, najczęściej tuż przed pójściem spać. Pary mieszkające razem często uważają, że skoro mieszkają razem i widują się codziennie, to zwolnione są z obowiązku dbania o komunikację z partnerem i troski o jakość takiego związku. Może się zdarzyć tak, że w codziennej gonitwie za wyzwaniami zawodowymi i komfortem życia, mimo tylu nowoczesnych technologii komunikacji popadniemy w rutynę i będzie nas łączył tylko wspólny zamek do drzwi domu czy mieszkania. Wiele osób zastanawia się - czemu tak się dzieje, że mieszkając razem wydaje nam się, że czas ucieka nam przez palce i nie mamy czasu dla siebie? Wynika to z tego, że kiedy partnerzy mieszkali osobno, to gospodarowali specjalnym czasem na spotkanie z partnerem i dbali aby randki były czymś wyjątkowym – wycieczki za miasto, koncerty, kino, pikniki, spacery na łonie przyrody. Jeśli nawet były to tylko rozmowy w miłych miejscach, to czas spędzany z ukochaną osobą był dla nich chwilą odświętną, ponieważ wymagało to co najmniej sprawdzenia swojej garderoby, przejrzenia się w lustrze oraz przebycia drogi do miejsca spotkania. Rola domownika i rola partnera jako osoby spoza domu nie jest tożsama, i dopóki para nie dotrze się w nowych, przenikających się rolach, to nie będzie mowy o wzajemnych kompromisach w związku, a co dopiero w małżeństwie. Taka sytuacja mogła mieć miejsce w przypadku Oli i Marka, którzy właśnie spędzali dużo czasu na randkach, które nie były typowymi wycinkami z życia codziennego. Aby tego uniknąć należałoby ustalić priorytety w zakresie domowego współistnienia, jeszcze zanim pojawią się na świecie dzieci.
Z kolei Ala i Tomek znają się od 3 lat, mieszkają blisko siebie i choć planują małżeństwo to Ala powtarza, że nie spieszno jej do ślubu, który w skutkach przecież zawiera w sobie wspólne mieszkanie, no i przede wszystkim nie ma zamiaru wcześniej zamieszkać ze swoim narzeczonym. Powód? Mimo iż widują się codziennie, i przebywają nawet po kilka godzin ze sobą w jej lub jego domu, odnajdują się i widzą w różnych życiowych sytuacjach, to jednak pojawia się u niej lęk przed nową sytuacją mieszkania tylko we dwoje. Ala najdłużej przebywała jednostajnie sam na sam z Tomkiem przez 2 tygodnie, ale było to na zagranicznej wycieczce, czyli w sytuacji pozadomowej, niecodziennej. To tylko namiastka bycia razem bez przerwy w jednym okresie czasu. Ala zastanawia się, czemu Tomek tak dużo czasu spędza z pilotem w ręku, albo, czemu tak bardzo irytuje go, że Ala rozlała herbatę na podłodze. Poza tym Ala boi się, że Tomek będzie oczekiwał od niej tego samego, do czego przyzwyczaił się w domu rodzinnym – jest najmłodszym synem i matka pierze i gotuje dla niego. Ala nie chce popadać w ten schemat, bo małżeństwo to dla niej wizja równouprawnienia w związku. To dziwna sytuacja, kiedy oboje są kilka lat ze sobą i bardzo chcieliby uwolnić się od swoich macierzystych pieleszy i zamieszkać razem sam na sam, a jednocześnie lękają się wypróbować wspólnego mieszkania przed ślubem, a decyzję o ślubnym kobiercu odkładają na potem, bo obecna sytuacja jest dla nich wygodna. Refleksję nad tą parą pozostawiam Państwu.
Zamieszkując razem jesteśmy albo przekonani, że to jest właśnie wybranek/wybranka życia, i chcemy jedynie sprawdzić, jaki będzie przedsmak raju, aby powoli dawkować sobie tę euforię, którą wyobrażamy sobie po ślubie, albo też z kolei przysłowiowo dmuchamy na zimne i chcemy przetestować partnera na różne sposoby, aby uspokoić nasz rozsądek, który powątpiewa o porywach serca i upewnić się na 100% w swoim wyborze.
O jakości naszego życia w związku nie powinny decydować szczegóły, jednakże gdy pewne zachowania występują nagminnie to mogą stać się uciążliwe i doprowadzić do niekontrolowanych kłótni i kryzysów, na przykład.: chrapanie, przewrażliwienie na punkcie nieskazitelnej czystości, przesadne kontrolowanie wydatków partnera, zbyt głośne trzaskanie drzwiami, itp. Wydaje się, że nawet pary z kilkuletnim stażem w związku mogą nie znać niektórych wad partnera, jeśli nie mieszkają wspólnie, bo te mniej liczne negatywy mogą ujawnić się dopiero pod wspólnym dachem, za to w najbardziej niepożądanej wersji.
Wspólne lub osobne zamieszkanie pary zakochanych oczywiście ma dwie różne strony medalu. Głosem ostrzegającym będzie tu przypadek Majki. To kobieta przed 30-tką pragnąca spełnić się w związku w przyszłości także jako matka. W latach młodzieńczych przeżyła 7-letni związek ze swoim rówieśnikiem, a przeżycia te uprzedziły ją do kolejnych partnerów. Otóż Majka po bardzo krótkim czasie znajomości zamieszkała bez ślubu z Piotrem w osobnym lokum, aby mieć spokój ze strony rodziny, no i lepiej poznać swojego partnera. Z upływem czasu Piotr zasugerował Majce, że skoro oni oboje bardzo dużo pracują, a ich grafiki pracy są czasem rozbieżne, no i mimo wspólnego mieszkania mają tak mało dla siebie czasu, to czy w związku z tym mogłaby zrezygnować z pracy, gdyż mają wystarczająco dużo funduszy z zarobków Piotra. Skora do poświęceń Majka doszła do wniosku, że podejmie wyzwanie, aby być z partnerem bliżej i częściej. Dziś twierdzi, że to była najgorsza decyzja w jej życiu. Decyzja o wspólnym zamieszkaniu zapadła zbyt szybko, zanim dobrze poznała Piotra. Związek rozpadł sięz powodu znudzenia się sobą i braku szacunku ze strony partnera. W dodatku Majka została bez pracy i z gorzkim poczuciem, że poświęciła się dla kogoś, kto tego nie uszanował. W kolejnym związku niestety powtórzył się ten sam schemat – euforia miłości i zbyt szybka decyzja o wspólnym zamieszkaniu.
Historia Majki pokazuje, że pochopna i oparta wyłącznie na emocjonalnych przesłankach decyzja o wspólnym zamieszkaniu nie wychodzi parom na dobre, tym bardziej, jeśli jedna ze stron musi na przykład w tym celu zmienić miejsce zamieszkania, na przykład w związkach na odległość, jeden z partnerów zobowiązuje się zmienić pracę na mnie atrakcyjną lub co gorsza decyduje się dla dobra związku zrezygnować ze swoich życiowych marzeń. Powszechne porzekadło mówi, iż do odważnych świat należy, jednakże zbyt duże ryzyko i wyrzeczenia poniesione w pierwszych etapach rozwijającej się miłości nie zawsze są doceniane przez partnerów lub postrzegane w irracjonalny sposób, bo związki na tych etapach nie mają ustabilizowanych fundamentów. Taki stan rzeczy może prowadzić do rozkładu związku także wtedy, kiedy para wchodzi na kolejne etapy związku poprzez właśnie wspólne zamieszkanie z czysto praktycznych i przyziemnych powodów - na przykład finansowych, a potem w obliczu problemów życia codziennego ich miłość ulatnia się, bo cel ich wspólnego zamieszkania był zbyt prozaiczny.
Może być również i tak, jak z pierwszym partnerem Majki - para ta zachłysnęła się miłością i nie określiła czego tak naprawdę od tego związku oczekują. Ona od zawsze pragnęła mieć w przyszłości męża i dziecko, on przez 7 lat nie zdecydował się na żadną z tych propozycji, natomiast mieszkanie pod wspólnym dachem miało być uspokojeniem partnerki, pozostawieniem jej z nadzieją na coś więcej, niestety bez jakiejś gwarancji. Zazwyczaj to mężczyźni nie lubią zbędnych zobowiązań, jak najdłużej chcą być niezależni w związku, nawet posuwając się do radykalnych rozwiązań – wspólne mieszkanie jest dla nich lepszym złem niż związanie w małżeństwie na stałe.
Powszechnie uważa się, że miłość powinna opierać się na zaufaniu, przyjaźni i szacunku. W kontekście tego podjęcie decyzji o wspólnym mieszkaniu jest inwestycją materialno-emocjonalną w związek przez obojga partnerów. Nie ma ogólnej wskazówki, kiedy najlepiej zdecydować się na taką inwestycję, tak aby nie zawieść wzajemnego zaufania partnerów poprzez chłodną kalkulację kosztów takiej zmiany w ich życiu. Wydaje mi się, że śledząc przytoczone tu przykłady z życia wzięte, warto dbać zarówno o interesy ukochanej osoby jak i swoje. Zarówno partnerzy w wolnym stanie, jak i mąż z żoną będą bardziej się szanować i cenić w związku, jeśli będą choć odrobinę niezależni poprzez swoje pasje życiowe czy pracę zawodową. Wtedy ich życie domowe będzie przenikać się, bez naruszenia odrobiny odrębności każdego z partnerów - i będzie przez to pełniejsze i ciekawsze. Z drugiej strony nie wolno zapominać o konieczności odświętnych chwil w związku, o których pamiętamy o wiele lepiej, gdy nie mieszkamy razem.
Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na postawione w temacie pytanie. Każdy musi uwzględnić w swojej sytuacji to, co jest dla niego najważniejsze w życiu i w związku, a następnie skonfrontować swoje zdanie z drugą połową. Ważne, aby taka decyzja była wspólna, poprzedzona negocjacjami, uwzględniającymi wszystkie aspekty naszej osobowości. Mieszkanie ze sobą będzie owocne najprawdopodobniej wtedy, jeśli będzie miało służyć lepszemu poznaniu się, a nie jedynie zmniejszeniu kosztów czy chwilowemu kaprysowi. Istotne jest to, jak parze będzie się ze sobą mieszkać, niezależnie od czasu w jakim to nastąpi.
Bardziej sceptycznie nastawieni osobnicy zawsze powiedzą w takim przypadku – „pożyjemy, zobaczymy”. Wspomniani przeze mnie na samym początku Ola i Marek będą mogli znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia w małżeństwie, jeśli będą umieli wypracować kompromis, który na pewno efektywniej sprawdzi się, kiedy będą mieszkać sami, zdani wyłącznie na siebie, a nie na przykład w sąsiedztwie swoich krewnych – ale to już inny temat do rozważań przy następnej okazji…
![]() | Dorota Wiatr |
Pozostałe porady:
![]() | Partner w wieku ojca |
![]() | Seks na pierwszej randce |
![]() | Skuteczna komunikacja w związku |
![]() | Kto wpływa na nasz związek? |
![]() | Jak się kłócić? |
![]() | Partnerstwo czy tradycyjny damsko – męski podział ról w związku? |
![]() | Intercyza – rozsądek czy brak zaufania? |
![]() | Zazdrość – zdrowa emocja czy niszcząca obsesja? |
![]() | Kompromisy w związku – zwycięstwo czy przegrana? |
![]() | Potrzeba bliskości a potrzeba wolności w związku |
![]() | Poszukiwanie partnera przez internet |
![]() | Fotografie w sieci |
![]() | Pierwszy e-mail |
![]() | Korespondencja w sieci |
![]() | Pierwsze wrażenie |
![]() | Rozmowy na pierwszej randce |
![]() | Związki na odległość |
![]() | My i nasze dzieciaki |





















