PartnerForLife
Wybierz stronę
Bądź jak rewolwerowiec...W damsko – męskim kotle... Zbiór felietonów Rafała Jaworskiego

Zdarzyło mi się kiedyś wysłać kartkę na Walentynki do dziewczyny, którą widziałem jeden, jedyny raz. Stała za ladą w cukierni „Flerynka” i podawała mi ciastko. Smakowało wspaniale. Kawa, którą mi wydała, trochę mniej, ale czego można spodziewać się po napoju z automatu, który może zaparzyć jednocześnie kawę, herbatę i czekoladę?
Chwila przy ladzie wystarczyła, żebym zwrócił uwagę na niezwykłą urodę dziewczyny. Na piersi miała przypięty identyfikator z imieniem. To mogła być Marta, Iza, Kamila, Dominika – nieważne. Ważniejsze jest to, co nastąpiło potem. A raczej to, że nie nastąpiło nic, bo po wysłaniu kartki na adres sklepu, z dopiskiem imienia dziewczyny, nie zjawiłem się tam. Stchórzyłem.
Zapewne niejednokrotnie, będąc na studiach stwierdzaliście zgodnym, męskim chórem: „To jest tak, że na naszym roku są dziewczyny i jest O n a...”. Tak, tak... Ona w dżinsach i prostej białej bluzeczce na egzaminie z elementów prawa, Ona w bordowej, ciasnej, nie dopiętej kurtce, dająca numer telefonu staroście waszego roku na studiach, Ona w letniej, beżowej sukience z odsłoniętymi plecami przy stoliku w kawiarnianym ogródku i wreszcie Ona patrząca ci prosto w oczy w przerwie wykładów... Ile razy, myśląc o Niej, robicie to w kategorii: „Czego z nią nie zrobiłem i dlaczego?”.
Dlaczego podczas imprezy integracyjnej zamiast z nią, migdaliłeś się w tańcu z jej koleżanką? Dlaczego spokojnie patrzyłeś jak podczas biwaku na wakacjach, zamiast z tobą, poszła na spacer z kolegą ze studiów z twojego roku? I czemu, skoro już udało ci się zaprosić ją do domu na włoski makaron z tuńczykiem i oliwkami (żelazne danie, które zawsze wychodzi na randkach), nie zrobiłeś niczego poza otwarciem wina i ugotowaniem tego cholernego makaronu? Przecież to miała być kolacja, po której ona zechce zostać na śniadanie! A ty, zamiast zaproponować jej poranne cappuccino ze wzorowo ubitą pianą w naczyniu marki Bialetti, zamówiłeś dla niej taksówkę i podałeś spokojnie płaszcz przed wyjściem.
Dlaczego tak się stało?
Mógłbyś, niczym piosenkarz i aktor Charles Aznavour, z charakterystycznym francuskim charczeniem powtarzać jej imię - „Och, Izabel, Izabel, Izabel...” – czy jakiekolwiek inne, a potem tę mantrę z imieniem zamienić na: „Dlaczego, dlaczego, dlaczego...”, a i tak nieprędko doczekałbyś się odpowiedzi. I pozostaje ci, na wzór reszty twoich kolegów, gapić się podczas wykładów na odsłonięte fragmenty wytatuowanych ciał pozostałej żeńskiej części słuchaczy waszego semestru. Ciał obowiązkowo wciśniętych w przetarte, opasłe dżinsy i za krótkie bluzeczki. Cóż może te obserwacje rozpraszać? Cichutki głos pani doktor od psychologii? Zgrzyt kredy w rękach wykładowcy od socjologii, który potrafi wszystko zilustrować na tablicy za pomocą wykresów?
Każdy felieton ma jakąś puentę. W tym puenta pojawi się dwa razy. Pierwsza mogłaby brzmieć: Zamiast rozważać tygodniami czy przyjmie zaproszenie do kina czy nie - po prostu zaproś ją do tego kina. Zamiast układać godzinami tekst, który zamierzasz wygłosić jej przez telefon, po prostu zadzwoń do niej. Nie rozmyślaj zbyt długo – działaj. Bądź jak rewolwerowiec. Jak Carry Grant, jak Gregory Peck, jak Clint Eastwood. Strzelaj szybko i celnie. Albo całuj - jak robił to Clark Gable w ulubionym przez nasze mamy wyciskaczu łez, „Przeminęło z wiatrem”. Filmowy Rhett Butler mocno i gwałtownie (jakby chciał udusić partnerkę) przyciska swoje okraszone dyskretnym wąsikiem usta do ust omdlałej prawie Vivien Leigh, czyli filmowej Scarlett O'Hara. Następuje namiętny pocałunek. Zbliżenie kamery, ściemnienie obrazu, koniec ujęcia, cięcie. Podobnie poczynał sobie Tony Curtis z Marilyn Monroe w „Pół żartem pół serio” niezrównanego Billy Wildera. Bylebyś nie wypadł jak „Słomiany wdowiec” w komedii pod takim właśnie tytułem. Tutaj bohater wpatrujący się cielęcym wzrokiem w rozdekoltowaną, a jakże, znów Marilyn Monroe, odrywając ręce od klawiatury pianina, wysunął je w stronę blond-obiektu swojego pożądania. Tyle, że zrobił to zbyt gwałtownie, wskutek czego stołek, na którym siedział, zachwiał się na tyle mocno, że ręce mężczyzny zamiast objąć kibić ponętnej Marilyn, objęły powietrze, a on sam wylądował na podłodze.
A druga puenta? Uczcie się na błędach, najlepiej cudzych i zróbcie dokładne rozpoznanie… obiektu waszych westchnień. Rok później, zamiast wysyłania kartki walentynkowej, postanowiłem zadzwonić do dziewczyny, o której niewiele wiedziałem, a którą znałem po prostu z widzenia. Umówiliśmy się na kawę. W uzgodnione miejsce i o umówionej porze przyszła... z mężem i siostrą. Jak mi później wyznała, tak miło rozmawiało jej się przez telefon, że nie umiała odmówić sobie spotkania ze mną. A skoro jest mężatką, uczciwą mężatką, no to nie wypadało jej pojawić się na miejscu spotkania samej...
![]() | Rafał Jaworski |
Pozostałe felietony:
![]() | Kobieta w kuchni i mężczyzna przy samochodzie? Straszny widok! |
![]() | Chart na wyścigach |
![]() | Gra w singla |
![]() | Pod pachą wino, a w ręku kwiaty |
![]() | Kupię wielką torbę jabłek |
![]() | Miłość do marmurów |









